Dlaczego nie lubimy się ruszać?

by

Raport WHO plasuje Polaków na szarym końcu wśród krajów europejskich, a to za sprawą naszej aktywności fizycznej, a raczej jej braku. Gorzej wypadają tylko Węgrzy.

Pierwsze ruchy dziecka w okresie prenatalnym są powodem do radości dla każdego z rodziców. Choć czasem bywają uciążliwe, zwłaszcza kiedy mama jest zmęczona i śpiąca, a dzidziuś woli robić fikołki. Jednak ostatecznie, te doznania są bardzo przyjemne. Z chwilą narodzin dziecko spotyka się z mamą, tatą, słyszy znajome głosy. Od tego momentu nasze dziecko korzysta z ruchu intensywnie i będzie to robiło równie intensywnie bądź mniej do końca życia.

Poprzez ruch (inaczej sprawność) dziecko przez około 10 lat buduje sobie kapitał na przyszłość, uposaża się na całe życie. Eksperci przyjęli, że dziecko kształci swoją sprawność do około 10 czasem 11 roku życia. Dlaczego do tego momentu? Skąd ta granica? Przecież ruszamy się nieustannie, jesteśmy w ruchu non-stop a nie tylko przez 10 pierwszych lat życia.

Okres prenatalny, niemowlęcy, po niemowlęcy, przedszkolny i wczesnoszkolny to kolejne etapy najintensywniejszego wzrostu, w ogóle rozwoju na wszystkich płaszczyznach.

 

Obecnie (nieco wcześniej, niż to było jeszcze kilkanaście lat temu) dzieci wkraczają w okres dojrzewania. Rodzic nastolatka, wie z czym to się je: burza hormonów, bunt, konflikty na linii rodzic-dziecko, brak wspólnego języka itd. W organizmie dziecka zaczyna się prawdziwa rewolucja, która zakończy się około 18., 20. roku życia, czasem niewiele później. Wtedy nasze dziecko osiągnie dojrzałość fizyczną i emocjonalną. Podczas trwania okresu dojrzałości, możemy zaobserwować dość często wręcz awersję do ruchu, dziewczęta masowo nie chcą uczestniczyć w lekcjach wychowania fizycznego, pod blokami na próżno szukać grupy młodych chłopców, która do wieczora gra w piłkę nożną czy koszykówkę. Co jest tego przyczyną? Media, Internet – oczywiście, że tak, jednak główna przyczyna jest „niewidzialna”, dlatego tak trudno ją zidentyfikować. To właśnie dojrzewanie, burza hormonalna, ale nie przejawiająca się w aktywności ruchowej. To okres „uśpienia” organizmu, poziom naszej sprawności nie jest poszerzany. Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że nastolatek będzie aktywny fizycznie, w pełni sprawny, będzie chętnie pływał, jeździł na rowerze, nartach jeżeli do swoich 10. urodzin był aktywny.

Co mogą zrobić rodzice? Jaka jest ich rola?

Ich obowiązkiem jest zapewnić dziecku odpowiednią dawkę ruchu na każdym etapie jego rozwoju, a szczególnie w okolicach 5. urodzin oraz tuż przed 10. Jeżeli sport to tak intensywny, by dziecko się zmęczyło, miało zadyszkę, było spocone. Nie ważne jakiego środka użyjemy, aby osiągnąć ten cel. Chodzi o intensywność wysiłku, o kształcenie wytrzymałości, siły, czyli sprawności. Tymczasem jaka jest rzeczywistość? Wciąż spotykam się z opiniami rodziców, głoszonymi na palcu zabaw: „nie biegaj tak szybko”, „nie wspinaj się tak wysoko”, „nie skacz”, „zgrzejesz się i będziesz chory”. Nieświadomie wyrządzamy dziecku krzywdę – hamujemy jego rozwój, ograniczamy ruchowość, zaburzamy wyrabianie sprawności. Jeżeli sześciolatek chce pójść na zajęcia karate, bo chodzi tam jego kolega, a my mamy możliwości, aby spełnić jego prośbę, zróbmy to, nawet jeżeli miałby uczestniczyć w tych zajęciach tylko trzy razy. Szukajmy okazji do aktywności, urządzajmy rodzinne wypady rowerowe za miasto, grajmy w mini-koszykówkę z dziewięciolatkiem na podwórku, rzucajmy ringiem, gońmy się w parku. Poza sprawnością, które nabywa dziecko, rozwija swoje zainteresowania, poszerza wiedzę. Ruch to same „plusy” i korzyści. Nie jest istotna dyscyplina sportowa, którą uprawia dziecko. Już podczas gier i zabaw takich jak berek, zbijak, gra w klasy dzieci się mogą zmęczyć. O to chodzi. I również o to, by w ciągu tych 10 lat zdobyć możliwie jak najwięcej umiejętności ruchowych, po to, by kiedyś być sprytnym i ruchliwym staruszkiem.