Kciuk czy smoczek?

by

O wpływie “uspokajaczy” na rozwój mowy.

Kciuk czy smoczek? Jak wybrać mniejsze zło? Takie pytania zadaje sobie wielu rodziców małych dzieci. Łatwiej zaakceptować nam smoczek, ponieważ dziecko ma z nim styczność dość szybko (czasem nawet zbyt szybko, ponieważ specjaliści zalecają, że w pierwszych tygodniach życia niemowlęcia powinno zrezygnować się ze smoczka, który może zaburzać prawidłowy odruch ssania tak ważny podczas laktacji). Z kolei dziecko z kciukiem w buzi od razu kojarzy nam się z przyszłymi wadami wymowy i zgryzu, bakteriami w ustach. Czy słusznie? W takim razie co wybrać?

Odruch ssania

Noworodek i ssanie to jedność. Nawyk ten wykształca się u dziecka ok. 34. tygodnia życia płodowego. Czasem można nawet zauważyć malucha z kciukiem w ustach na badaniu USG. Po co dziecko ssa? Przygotowuje się do pobierania pokarmu z piersi matki.

Ssanie uspokaja niemowlę, jest dla niego przyjemne, wprawia w dobry humor i stan zadowolenia. Dlatego ten proces to coś więcej niż tylko jedzenie, to budowanie bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Zwykle pierś koi smutki dziecka – przystawienie do maminej piersi uspokaja je. W przerwach od jedzenia rodzice sięgają po sprawdzony uspokajacz – smoczek. Dość często staje się on elementem wyprawki – czyli dziecka nie ma jeszcze na świecie, ale smoczek już na niego czeka.

 

Ssanie kciuka a ssanie smoczka

Niektórzy rodzice świadomie rezygnują z podawania dziecku smoczka. Powody tej decyzji są różne – boją się, że dziecko za bardzo się do niego przywiąże, chcą uniknąć przykrych konsekwencji zbyt długiego stosowania albo bardziej prozaiczne – nie chcą wydawać pieniędzy na ich zakup.

Tymczasem potrzeba ssania u niemowlaka jest tak silna, że zaczyna szukać on zamiennika. Pojawia się kciuk. O ile smoczek można dziecku po prostu zabrać lub w ogóle nie informować dziecka o jego istnieniu, tak z kciukiem sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Przecież dziecko ma go zawsze przy sobie, może po niego „sięgnąć” w każdej chwili. Co więcej, na rynku jest dostępnych cała masa smoczków o różnej budowie (np. przypominające brodawkę kobiecą, spłaszczone na końcu, bardziej wypukłe), wykonane z rozmaitych materiałów (guma, silikon, kauczuk), z otworami wentylacyjnymi ułatwiającymi oddychanie. Są także smoczki, które mają pełnić rolę terapeutyczną. Niektórzy specjaliści zalecają je przy zaburzeniach ssania czy połykania. Jednak powinny być one używane wyłącznie w porozumieniu z lekarzem lub logopedą. Tymczasem kciuk nie przypomina kształtem brodawki, nie może pełnić funkcji terapeutycznej. Wręcz przeciwnie – kciuk często ląduje w buzi dziecka w sytuacji stresowej, kiedy się nudzi.

Liczne badania specjalistów udowodniły, że ssanie palca, ale i smoczka może mieć wpływ na pojawianie się wad zgryzu i wad wymowy. Jednak jeden element decyduje o tym, że jednak w sytuacji wyboru, lepiej podać dziecku smoczek. W 2003 roku we Wrocławiu przeprowadzono badania w grupie dzieci w wieku 3-7 lat dotyczące występowania dysfunkcji (np. oddychanie przez nos, infantylny typ połykania), parafunkcji (np. ssanie palca, ssanie smoczka, obgryzanie paznokci) i wad narządu żucia. Jednym z ciekawszych aspektów tego badania była częstość występowania parafunkcji ssania palca i ssania smoczka. Wśród wszystkich przebadanych dzieci aż 23,5% z nich miało nawyk ssania palca, a 10,8% ssało smoczek. Wśród trzylatków nawyk ssania palca miało prawie 36% dzieci a ssania smoczka 30%. U dzieci czteroletnich nawyk ssania smoczka spada gwałtownie, a ssanie palca nadal jest dość powszechne (26% 4-latków ssało palec, a 12% smoczek). W grupie siedmiolatków nadal znaczna część ssała palec (prawie 18%), podczas gdy żadne nie ssało smoczka. Ogólnie digitomania (nawyk ssania palca) była najczęstszym nawykiem wśród badanych dzieci, częstszym niż na przykład obgryzanie paznokci. Wniosek – ssanie kciuka to poważny problem, dotyczący co czwartego dziecka w wieku wczesnoszkolnym.

Skutki długotrwałego ssania smoczka lub kciuka

Jedną z konsekwencji może być utrwalenie się u dziecka niemowlęcego sposobu połykania – z językiem ułożonym na dnie jamy ustnej. Wykonuje on ruchy wyłącznie w kierunku przód – tył. Wraz z prawidłowym rozwojem dziecka język w trakcie połykania powinien zmienić swoje ruchy i unosić się w kierunku podniebienia. Język blokowany smoczkiem czy własnym palcem pozostaje na dnie jamy ustnej. Nie ma możliwości na osiągnięcie pełnej sprawności niezbędnej do przenoszenia pokarmu w celu rozdrobnienia go i połknięcia. Co więcej, pojawiają się trudności z połykaniem zalegającej pod masą języka śliny, co prowadzi do nadmiernego ślinienia się. Nie można zapomnieć także o tym, że podczas „zabawy” smoczkiem lub kciukiem dziecko jest „zajęte”. Mogą pojawić się opóźnienia w procesie gaworzenia, a tym samym trudności z komunikacją z otoczeniem.

W późniejszych latach ssanie kciuka lub smoczka może wiązać się ze słabszym rozwojem narządów artykulacyjnych. Stopień przemieszczenia zębów i możliwych nieprawidłowości zależy w znacznej mierze od 3 czynników: czasu ssania (im dłużej trwa jedna „sesja” tym gorzej), częstotliwości ssania (im częściej dziecko ssie, tym gorzej) i siły ssania (im większa siła, tym gorzej). Zmniejsza się napięcie mięśni warg, co w późniejszym okresie utrudnia wymowę głosek p, b, m, w, f. Znacznie obniża się sprawność języka. Dziecko ma poważne problemy z uniesieniem go i realizacją głosek ś, ź, ć, dź, sz, ż, cz, dż, l, r.

Język, który spoczywa na dnie jamy ustnej i porusza się wyłącznie w kierunku przód – tył, ma tendencję do wsuwania się między zęby. W ten sposób powstaje jedna z bardzo częstych wad wymowy, czyli seplenienie między zębowe. Najczęściej zaburzona jest wówczas realizacja głosek s, z, c, dz, sz, ż, cz, dż, a czasem także t, d, n.

 

A co z wadami zgryzu?

Dzieci, które długotrwale ssą smoczek lub kciuk, narażone są także na wady zgryzu oraz deformacje podniebienia. Do najczęstszych wad zgryzu należy tyło zgryz, czyli cofnięcie dolnej szczęki w stosunku do górnej i wysunięcie do przodu górnych siekaczy, zgryz otwarty, który charakteryzuje brak łączenia się zębów szczęki dolnej z zębami szczęki górnej w odcinku środkowym lub bocznym.

Warto zastanowić się nad wyżej opisanymi konsekwencjami i znaleźć swój sposób na ukojenie nerwów dziecka. Bo czasem mamy wrażenie, że podawanie dziecku smoczka czy zezwalanie na ssanie kciuka jest rodzicom „na rękę” – mają chwilę wytchnienia. Jednak może okazać się, że ten czas wolny będzie nas i przede wszystkim dziecko bardzo dużo kosztował w przyszłości.