Napięcie mięśniowe a autyzm

by

Napięcie mięśniowe często można dostrzec już w momencie narodzin. Pełni ono ważną funkcję – wspiera zasadnicze funkcje organizmu oraz ruch. Napięcia mięśniowego (NM) nie można utożsamiać z masą mięśniową czy siłą mięśni, to stopień napięcia mięśnia w chwili spoczynku.

Napięcie mięśniowe umożliwia gotowość do reakcji na bodziec w związku z planowanym ruchem jak i automatyczną reakcją na ów bodziec. Niektóre mięśnie biorące udział w tych procesach są kontrolowane przez ośrodkowy układ nerwowy (OUN) i nerwy obwodowe, innymi dyryguje autonomiczny układ nerwowy (AUN) i wybrane nerwy czaszkowe z OUN. NM jest często pomijane w odniesieniu do autyzmu. Trzeba to naprawić!

Reakcja na bodziec

Setki razy dziennie jesteśmy dotykani przez kogoś lub coś. Naturalna reakcja to poruszenie określoną częścią ciała. Przykładowo kiedy drażnimy spód stopy niemowlaka, ono powinno zgiąć całe ciało – to reakcja prawidłowa i jak najbardziej oczekiwana – po prostu maluch się boi. Po kilku tygodniach/miesiącach reakcja na taki bodzie się zmienia – reagują tylko palce stóp.

Ludzki organizm w momencie reakcji odruchowej wykorzystuje AUN, który odbiera informację o zagrożeniu i reaguje, by przetrwać. Co się dzieje, kiedy ktoś stale ma poczucie zagrożenia płynącego ze środowiska? Mięśnie napinają się, mózg odbiera różne informacje i „uodparnia” się na stałe bodźce (np. chroniczny ból czy przedłużone napięcie). 10-15 minut intensywnego bólu – to kres naszej zdolności do odbierania bodźców. Zauważyliście, że kiedy się uderzycie próbujecie masować bolące miejsce w nadziei, że ból się rozejdzie? Tymczasem mózg może lekceważyć to miejsce i napięcie mięśniowe obniżyć się do poziomu, w którym nie będzie w stanie odpowiedzieć na bodźce. Jeśli we wczesnym dzieciństwie reakcje odruchowe i ból z nimi związane są nagminne – przyniesie to w przyszłości negatywne skutki dla koordynacji, koncentracji, socjalizacji i procesom uczenia się.

Niemowlę i bodźce

Małe dziecko jest wręcz przytłaczane różnego rodzaju bodźcami. Światło, dotyk, zapach, dźwięki…Jeśli dziecko ma autystyczne tendencje – właśnie trafiło do piekła. Dziecko się napina i potrafi trwać w tej pozycji godzinami, choć to ma swoje granice. Próbuje spać, ale znów napięcie. Próbuje ssać pierś, ale napięcie dotyczy też twarzy. Nie może przełykać, oddychać…Rozluźnia się, ale wtedy okazuje się, że rozluźnia się za bardzo. I następuje zachwianie między napięciem a rozluźnieniem. Równowaga jest bardzo trudna, bo maluch jest nadwrażliwy. Wzrost nie jest tu lekarstwem, z tego nie da się „wyrosnąć” i zwykle w rezultacie napięcie mięśniowe nie wykształca się. Mimika twarzy jest ograniczona, nie ma się kontroli nad ruchem oczu. Czuje się ból i napięcie. Trudno jest się skoncentrować na nauce poruszania różnymi mięśniami uczestniczącymi w artykulacji mowy. Stąd problemy  z mówieniem i automatycznie zrozumieniem autystyka przez innych. Dlatego wiele osób z autyzmem mówi głosem monotonnym, sztywnym. Ton głosu ma związek z napięciem. Widać to już u niemowląt. Badanie z lat 60. XX wieku mówi o tym, że niemowlęta, które nie wykazywały odpowiedzi mięśniowej na fonemy (najmniejsze elementy systemu dźwiękowego języka), były później diagnozowane jako autystyczne. Brak reakcji na dźwięki u niemowląt powoduje, że nie doświadczają one stanu gotowości do używania języka i komunikowania się. To zjawisko wymaga dogłębnej analizy neurologicznej – lekarz powinien zbadać życie prenatalne dziecka, a oczywiście ogromny wpływ na nie ma jakość życia matki (np. używki, choroby genetyczne).

Mowa to nie wszystko

Napięcie mięśniowe i jego powiązanie z językiem dotyczy także innych form komunikacji, a mianowicie: pisanie, używanie klawiatury, komunikacja niewerbalna. Potrzebne jest niezbyt gwałtowne przebudzenie zmysłów, które zostały wyłączone pod wpływem bólu. Potrzebna jest terapia, potrzebne jest wsparcie rodziców.