Opieka i odpowiedzialność

by

Dziś kobiecy tekst, ponieważ nadopiekuńczość to jednak domena płci pięknej. Drogie kobiety-mamy – przeczytajcie!

Nie jest nam łatwo pogodzić się z tym, że dzieci w wielu kwestiach potrafią przejąć za siebie odpowiedzialność. Dla nas, kobiet, to wciąż małe, bezbronne osóbki, którym trzeba pomagać i bronić przed złem. A jeśli mówimy o dzieciach chorych, niepełnosprawnych to słowa te stają się jeszcze bardziej oczywiste. W pełni się z tym zgadzamy, dlatego do nadopiekuńczości podchodzimy z dużą ostrożnością tym bardziej, że otaczający nas świat wcale nie pomaga się jej wyzbyć.

Od lat uważamy, że troska o dzieci jest tożsama z przejęciem odpowiedzialności za ich życie. Sugerujemy im, kiedy powinny zjeść, umyć się, w co się ubrać a nawet bawić. Podpowiadamy na co mają wydawać pieniądze, z kim warto się przyjaźnić i na jaki film wybrać się do kina. Słowem – chcemy pomóc im wybrać to co najlepsze (wg nas), a omijać to co jest złe (wg nas). Czy zatem nie decydujmy za nie? Przez pół życia (czasem nawet dłużej)  prowadzimy je za rękę. Zdarzają się też momenty, kiedy skarżymy się na ich zachowanie, krytykujemy nieodpowiedzialne decyzje i wybory. I nigdy nie zastanawiamy się nad tym, czy może owa nieodpowiedzialność ma źródło w nas.

Wychowujemy inaczej chłopców, a inaczej dziewczynki

Dziewczynki zwykle stają się bardziej samodzielne, niezależne i odpowiedzialne niż chłopcy. Swoich synów często wychowujemy na mężczyzn, za których nigdy w życiu nie chcielibyśmy wyjść za mąż. Dlaczego? Ponieważ są niemal całkowicie zależni od kobiet (to one mają im gotować, prasować i sprzątać), a poza tym są nieodpowiedzialni i niedojrzali. Oczywiście nie mówimy tu o 100% populacji, ale jednak o sporej większości. W Skandynawii od wielu lat społeczeństwo stara się niwelować różnice w wychowaniu dziewczynek i chłopców. Swojego czasu głośno było o „gender”, w którym w dużym skrócie chodzi o to, by podziału na role w domu właściwie nie było.

Dziesięcioletnia dziewczynka i chłopiec w tym samym wieku z powodzeniem potrafią zadbać o swoją higienę, załadują pralkę czy zmywarkę, zrobią zakupy, przygotują sobie śniadanie, zatroszczą się o przygotowanie do szkoły. One po prostu to potrafią, ale notorycznie są wyręczanie za rodziców, głównie mamy… Z kolei rola ojców zazwyczaj sprowadza się do dominacji i władzy.

Rodzicielstwo to nie władza, opieka i odpowiedzialność

A tak często o nim myślimy. Dzisiejsi rodzice stoją przed trudnym zadaniem – muszą to zmienić, co nie jest łatwe, bo dotychczasowy model myślenia wynika z naszej kultury. Potrzeba nam wolności – nam czyli rodzicom i dzieciom. Podstawą tej wolności winno być dobro człowieka i jego relacji z innymi. Nie możemy traktować dziecka jak konsumenta, któremu wyliczamy jak dużo i w jaki sposób konsumuje. Nie możemy podchodzić do niego w  sposób produktowy, a emocjonalny. Tylko emocje i sposób ich wyrażania są gwarancją dobrego zdrowia w rodzinie.